• Załóż swoje konto!
    *
    *
    *
    *
    *
    Fields marked with an asterisk (*) are required.
You are here: Home Baza słowa Naucz się uważnie słuchać

Naucz się uważnie słuchać

Email Drukuj PDF

da rozmowaJedna z ksiąg Biblii opowiada o królu Izraela, który panował tuż przed Dawidem. Saul początkowo znalazł upodobanie w oczach Bożych, ponieważ jego serce współgrało z Bożym sercem, miał te same cele, wizje, pragnienia. Z czasem jednak Saul odwrócił się od Boga i zaczął podejmować własne decyzje, teraz zupełnie odmienne. Ich drogi rozminęły się, dlatego Bóg nie mógł dłużej popierać działań Saula.

Kiedy prorok Samuel przyszedł do króla i zapytał go, dlaczego z ostatniej wyprawy mającej na celu podbicie Amalekitów, Saul oszczędził ich władcę – Agaga, oraz zostawił to, co najprzedniejsze wśród zwierząt, a także wartościowe rzeczy, podczas gdy Bóg chciał, aby nic, co zepsute wśród Amalekitów, nie trafiło do Izraela, więc wydał rozkaz zniszczenia wszystkiego, co związane z tym plemieniem, Saul zasłaniał się tym, że zrobił to dla Boga. Ale już wtedy serce króla znajdowało się daleko od Pana.

Samuel o tym wiedział, Bóg wcześniej go ostrzegł. Sam Saul, w odpowiedzi prorokowi, parokrotnie usprawiedliwiał swój czyn, jako ofiarę złożoną Bogu Samuela. Już wtedy jawnie odciął się od Bożego planu na swoje życie. Od tej pory Bóg był Bogiem Samuela, nie Saula. I chociaż Saul chciał naprawić swój błąd, jego serce odeszło od Pana. Z tego względu Bóg nie mógł dłużej współpracować z Saulem i zaczął poszukiwania nowego władcy dla Izraela. W trakcie tej historii, która zaczyna się od 15 rozdziału I Księgi Samuela, prorok Samuel wypowiedział następujące słowa:

Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i w rzeźnych ofiarach, co w posłuszeństwie dla głosu Pana? Oto: Posłuszeństwo jest lepsze niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani. (I Księga Samuela, 15, 22)

Samuel chciał przez to powiedzieć, że Bóg bardziej ceni sobie posłuszeństwo Jego woli niż przeciwstawną do tego wolę człowieka, który wolałby raczej złożyć Bogu ofiarę, ale nie naginać się do Bożego planu. Dziś obserwujemy podobne zjawisko. Ludzie są niechętnie nastawieni do wykonywania Bożej woli. Popularne stały się obrzędy, rytuały, powstały konkretne ruchy, które pomijają Bożą wolę i moc. Dzieje się tak, ponieważ diabeł włożył w ludzkie serca inne pragnienia, niekompatybilne z pragnieniami Bożymi. Serce człowieka przez wieki stawało się coraz bardziej zdeprawowane i pochłaniała je coraz większa ciemność. A ciemność nie ma nic wspólnego ze światłem, dlatego człowiek, którego serce dostrojone jest do diabelskiego odbiornika pobioru informacji, nie będzie chciał spotkać się z Bogiem i zweryfikować swoich zamysłów. Po prostu będzie mu z tym niewygodnie.

Wielokrotnie my, chrześcijanie, zastanawiamy się, dlaczego tak ciężko współgrać nam z Bogiem. W końcu jesteśmy chrześcijanami, czy nie powinno więc to być proste? Przyjść do Boga i otrzymać to, czego pragniemy... W końcu to Bóg powiedział, że otrzymamy od Niego, to, czego chce nasze serce. Zapominamy jednak o tym, w jakim świecie żyjemy. Jeszcze nie dotarliśmy do celu. Ziemia to skażony teren, na którym panuje diabeł. Tu się urodziliśmy i w większości wychowaliśmy – pod diabelskimi rządami. Szatan przez dwa tysiąclecia zrobił wszystko, aby tylko odciągnąć człowieka od Boga. Zapełnił świat różnymi atrakcjami, a eter duchowy jest pełen słowa, które codziennie przepływa przez nasze życie. Otaczamy się słowem w każdej postaci – oglądając filmy, czytając książki, dyskutując z przyjaciółmi, dokształcając się… Słowo jest wszędzie. I to słowo oddziałuje na nasze życie. Wygląda to tak, jakbyśmy cały czas płynęli w rzece, która popycha nas do przodu. Dlatego tak trudno człowiekowi wyrwać się z tego biegu, podobne to jest do płynięcia pod prąd. Potrzeba pewnego wysiłku, aby to zrobić.

W ten sposób chrześcijanin wchodzi w nowe życie z Duchem Świętym. Zmienia kierunek. I wcale nie jest to takie proste. Biblia takie płynięcie z prądem nazywa upijaniem się, a diabeł robi co może, aby człowiek nie miał świadomości stanu, w jakim się znajduje. Ktoś, kto jest pod wpływem alkoholu, nie myśli racjonalnie. Często zaprzecza rzeczywistości. Człowiek żyjący w diabelskim przepływie nie chce wytrzeźwieć. Ale nie tylko z tego powodu. Ziemia to przeklęte miejsce, w którym co rusz zostajemy zranieni. A ludzie nie lubią zranień. Dlatego uciekają. Najlepiej w nieświadomość. Diabeł to wykorzystał.

Dziś Duch Święty prowadzi nas do nowego stanu. Można nazwać to wytrzeźwiałką. O człowieku pijanym można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że jest komunikatywny. Raczej butny i niezdolny do jakiegokolwiek kontaktu. Ma to odzwierciedlenie w duchowej rzeczywistości. Duch Święty znany jest z łagodności. I na pewno nie będzie współpracował z kimś, kto tę współpracę utrudnia. Potrzeba nam sporo pokory i szacunku, aby odebrać to, co Duch Święty chce nam przekazać, ponieważ wiele rzeczy nie będzie nam się podobać. Duch Święty nie jest od tego, aby wytykać nam błędy, ale po to, aby objawiać nam prawdę i wyprowadzać na prostą. Co z kolei człowiek może załapać dopiero wtedy, kiedy przejdzie przez wytrzeźwienie. Biblia mówi o wprowadzaniu na pustynię. Izraelici po wyprowadzeniu z Egiptu znaleźli się właśnie w takim miejscu. A to dlatego, że Bóg musiał na nowo ukształtować ich serca i naprostować myślenie. To samo dzieje się z nami. Potrzebujemy przemiany umysłu i wymiany serc. Bo wszystko, co do tej pory mieliśmy, pochodziło od diabła.

W pewnym momencie naszego życia Duch Święty będzie sprowadzał nas na pustynię, do punktu zero. Najpierw nastąpi wyhamowanie, a następnie weryfikacja. Dopiero po takim działaniu będzie mogła przyjść konstrukcja.

Pierwszym etapem po wyhamowaniu jest słuchanie. Jan pisze, że na początku istniało słowo i to słowo było Bogiem. Niosło życie. Stanowiło wszechstronne zaspokojenie. Kiedy diabeł wszczął bunt i został zrzucony na Ziemię, zaczął rozpropagowywać swoje słowo. Nastąpiło wymieszanie. Ludzie cechują się tym, że są jak naczynia, w których cały czas coś się znajduje. Nigdy nie jesteśmy puści. Można tylko zmieniać proporcje. Diabelskie słowo zalało świat i my, chrześcijanie, powoli musimy wyprowadzać to słowo ze swojego życia, a na jego miejsce napełniać się słowem, które pochodzi od Boga.

To miał na myśli Samuel, wypominając Saulowi, że nie zachował odpowiednich proporcji. Dopuścił do siebie więcej słowa diabelskiego, które zainfekowało jego duszę i umysł.

Od momentu, w którym człowiek zgrzeszył (wpuścił do siebie diabelskie słowo), Bóg przygotowywał grunt pod zmianę tego stanu. Bóg nas kocha i pragnął, abyśmy wrócili do niezachwianej niczym z Nim relacji. Zwrot nastąpił, kiedy Jezus zgromadził wokół siebie pierwszych uczniów. To pierwszy moment, w którym z taką intensywnością Boże słowo zachwiało podstawami starego myślenia. Kolejny nastąpił po wylaniu Ducha Świętego. W Dziejach Apostolskich widzimy, jak uczniowie „codziennie trwali w modlitwie i łamaniu chleba”. Znaczy to, że znajdowali się w tak bliskiej relacji między sobą, a jednocześnie pod Duchem Świętym, że całkowicie odcięli się od świata zewnętrznego. Pozwolili, aby Duch Święty napełniał ich i na nowo kształtował. Po każdym takim spotkaniu wychodzili do świata, aby rozszerzać Boże zamierzenie na innych ludziach. To Jezus miał na myśli, mówiąc, że przybliżyło się królestwo Boże. Przebywanie z Duchem Świętym skutkowało nie tylko wewnętrzną przemianą, ale uzyskaniem mocy, aby odebrać diabłu to, co zostało zrabowane po zgrzeszeniu w Edenie.

Uczniowie byli posłuszni Duchowi Świętemu, ponieważ nauczyli się wcześniej uważnie słuchać. Z drugiej strony faryzeusze zupełnie nie rozumieli tego, co Jezus do nich mówił. Zupełnie tak, jakby poruszali się w zupełnie innej płaszczyźnie. Jeżeli porównamy to do nadajników, na które trzeba być nastrojonym, aby coś odebrać, faryzeusze nie mieli żadnych narzędzi, aby to zrobić. Znajdowali się za wysoko ze względu na butę i pychę, która w nich narosła. Kluczem do właściwego dostrojenia jest właśnie pokora. Pycha to jej przeciwieństwo. Dlatego też faryzeusze nie chcieli odejść od ofiar składanych Bogu i sytemu nakazów i zakazów – nie mieli na czym się oprzeć. Dla nich Jezus był kimś, kto głosi herezje. Dla nas, którzy nie uczymy się pokory względem Ducha Świętego, każdy, kto będzie głosił Boże słowo nastawione na wewnętrzną zmianę, znajdzie się na tzw. celowniku.

Tak więc pierwszym krokiem w naszym chrześcijańskim życiu, jeżeli naprawdę pragniemy wzrostu i jesteśmy gotowi na weryfikację, nawet gdy nie będzie się nam ona podobać (a na pewno nie będzie), jest porzucenie wszelkich ruchów, które prowadzą do samousprawiedliwienia, zwrócenie się do Ducha Świętego z prośbą o światło i odcięcie tyle światowego słowa, ile jesteśmy w stanie zrobić, a w miejsce tego napełnienie się Bożym słowem. Tylko to wprowadzi nas na kolejną płaszczyznę, jaką jest poznanie. A poznanie przynosi prawdę, która wyzwala. I o tym mówi Nowy Testament. Nie my sami, ale słowo, którym się napełniamy, poprowadzi do wewnętrznej przemiany naszych serc i umysłów. Z pomocą Ducha Świętego, który zawsze będzie przy nas i zawsze będzie nas w tym spierał. A jedyne, czego potrzebujemy w międzyczasie, to trenować naszą pokorę, aby przestroić nadajniki.

Czwartek, 04 września 2014 r.