• Załóż swoje konto!
    *
    *
    *
    *
    *
    Fields marked with an asterisk (*) are required.
You are here: Home Baza słowa Umów się z Bogiem na spotkanie

Umów się z Bogiem na spotkanie

Email Drukuj PDF

da stopKażde spotkanie niesie za sobą pewną rangę. Inaczej będziemy się zachowywać w kontaktach z przyjaciółmi, inaczej z rodziną, a jeszcze inaczej a pracodawcą czy osobą na wyższym stanowisku, o pewnym autorytecie. Gdybyśmy mieli okazję poznać prezydenta Ameryki, jaki odnieślibyśmy do tego stosunek? Z pewnością nie myślelibyśmy w tym czasie o głupstwach, to spotkanie pochłonęłoby całą naszą uwagę.

A gdybyśmy tak mieli za chwilę umówione spotkanie z Bogiem?

Takie „spotkania” można podzielić na trzy rodzaje. Pierwszy to wyjazdy na różnego rodzaju konferencje, do drugiego rodzaju zaliczymy wizyty namaszczonych, Bożych ludzi w naszym kościele. Trzeci rodzaj jest całkowicie odmienny – to nasze każdorazowe spotkanie z Bogiem niezależnie od okoliczności, ludzi w pobliżu, czy naszych problemów i trosk.

Chrześcijanie popełniają błąd, otwierając się na wielkie spotkania, konferencje, na namaszczonych ludzi, tym samym wracając do rozluźnienia i szarego, pozbawionego Bożego wpływu życia między takimi spotkaniami. Jeżeli jesteśmy spięci, pełni oczekiwania na „wielkie” wydarzenie, a później długo nic się w naszym życiu nie dzieje i nasz zapał do spotkań z Bogiem mija, to komu tak naprawdę oddajemy chwałę? Ludziom? Okolicznościom? Wydarzeniom?

Społeczność z Bogiem nie polega na otwieraniu się tylko w pewnych sytuacjach, ale na każdorazowym przyjściu do Niego, bez względu na okoliczności, z tą samą rangą, jaką przypinamy dużej konferencji, jak i podczas spotkania sam na sam, twarzą w twarz, w naszej komnacie, podczas modlitwy. Okoliczności mogą się zmieniać, ale Bóg pozostaje Bogiem. Kluczem do dobrej relacji z Nim jest zrozumienie przed kim stajemy. Jeżeli zignorujemy ten fakt, nasze serce zacznie się zamykać i zamiast szukać Jego oblicza, zatrzymamy się na poziomie duchowych spotkań z ludźmi, którzy odbierają Boga, którzy są namaszczeni i których będziemy podziwiać, jakby sami byli bogami.

Szacunek do Boga wyraża się w samym fakcie, że On JEST Bogiem. To pewna ranga, najwyższy poziom. Ale coś dziwnego dzieje się w naszym chrześcijańskim życiu, ponieważ my tego w ten sposób nie odbieramy. Prawda? Większe znaczenie mogą dla nas mieć urodziny bliskiej osoby, obejrzenie filmu, a nawet zakupy. Zepchnęliśmy Boga gdzieś na bok, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co robimy. Chrześcijanie powinni prosić Ducha Świętego o objawienie kim jest Bóg, ustawić Go we właściwej pozycji w naszych nieprzeminionych w tej kwestii sercach i umysłach. Sami nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Problem tkwi w naszych sercach.

Nasze serca bardzo chętnie otwierają się na różne rzeczy. Dzieje się tak dlatego, że przez lata ich panem był diabeł. Otwierały się i zamykały na rozkaz i okoliczności. Tak naprawdę nie mieliśmy nic do powiedzenia i wciąż nie będziemy mieli, jeżeli nie przyjdzie do nas światło i nie zostanie nam objawione na co i w których momentach to otwarcie następuje. Z tego powodu musimy również staczać codziennie bój wiary. Nasze serca nie mają ochoty na spotkanie z Bogiem i to normalne. Nic nie jest z nami nie tak. A raczej jest, ale można to zmienić. To dobra nowina.

Boże życie wlewa się w nas podczas połączenia z Bogiem. Aby to połączenie nastąpiło, potrzebujemy postawić nasze serca przed decyzją uwielbienia Go. Decyzja będzie momentem, w którym wszystko w okolicy stanie na rzęsach, aby nam to uniemożliwić. Pojawi się zniechęcenie, poczujemy chłód, część z nas wyłączy się ogarnięta snem. Dlatego staczamy bój wiary. To pierwszy punkt.

Kiedy już staniemy w wierze i decyzji, aby spotkać się z Bogiem, ale widzimy, że nie dajemy rady, pojawi się w naszych sercach chęć oszustwa. Zamiast przyznać się, że nie możemy nic zrobić, będziemy udawać, że wszystko jest w porządku. To diabelskie zwiedzenie. Boże życie do nas nie przyjdzie, a diabeł będzie miał kolejną okazję, aby zamiast do relacji, poprowadzić nas w religię. Religia zaś objawia się we wszelkim postępowaniu w odłączeniu od Boga. Może to być dobre postępowanie, ale jeżeli nie stanie za tym Duch Święty, jest ono w konsekwencji bezużytecznym zmarnowaniem czasu. Kiedy więc dostrzeżemy, że nie mamy siły i nic nie działa, kolejnym krokiem jest zatrzymanie się i przyznanie tego w pokorze. Pokora to stan, w którym widzimy naszą niemoc, a zarazem ogromną potrzebę współpracy z Duchem Świętym. Nie oszukujmy samych siebie. Jeżeli – dla przykładu – nie kochamy Boga, nie udawajmy, że Go kochamy. Bądźmy szczerzy. Może zabrzmi to jak paradoks, ale właśnie tego Bóg od nas oczekuje – szczerości. Poprośmy Ducha Świętego o pomoc – objawienie chwały Jezusa i pociągnięcie w Jego stronę, aby to On nam świecił najjaśniej.

Ostatnim krokiem jest wytrwałość. Stajemy przed Bogiem w decyzji skierowania na Niego naszego serca. Otwieramy się na Niego i współpracujemy z Duchem Świętym. To wymaga czasu. Kolejnym diabelskim zwiedzeniem jest więc zagospodarowanie nam tego czasu. On zrobi wszystko, aby skierować nasze myśli na inne tory, skupić na okolicznościach. Nagle wszystko stanie się najważniejsze i najpilniejsze. Nie dajmy się oszukać. To „wszystko” może poczekać, a nawet powinno. Iść przez życie z własnymi motywacjami i własną siłą, bez Boga, to nic innego, jak budowanie na własną rękę. Pobożność polega na tym, że w pierwszej kolejności przychodzimy do Boga, następnie bierzemy się za życie – już nie sami, z Nim.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą powinniśmy wiedzieć. Możemy chcieć się otworzyć, możemy otworzyć nasze serca, ale to nie my mamy coś zmienić. To Duch Święty zmienia coś w nas. Pycha powie nam: „Jak tylko postaram się bardziej, to wszystkie problemy i demony znikną z mojego życia”. To kłamstwo. Nic nie możemy zrobić bez Ducha Świętego. To On ma wprowadzać nas we wszelką prawdę i uwolnienie, nie my sami. Jesteśmy na to za słabi. Nie damy rady. Dlatego tak ważny jest czas, aby Duch Święty mógł nas napełniać. Ktoś zapyta, czy tego czasu musi być dużo. Odpowiedziałabym pytaniem na pytanie: jeżeli napełniasz się światem dwadzieścia cztery godziny na dobę, to czym będziesz napełniony i w jakiej ilości? Nasze serca się nie rozszerzają, mają więc pewne objętości. Tyle, ile znajduje się w nich pustego miejsca, tyle może napełnić Duch Święty. Rozważmy proporcje i czas. Jak wiele poświęcamy go na ziemskie rzeczy, a jak wiele na Boże? Efekty będą widoczne od razu.

Pamiętajmy również, że pewne sprawy Bóg rozwiązuje od razu, na inne przyjdzie nam trochę poczekać. Mężowie Boży często powtarzają, że przez całe swoje chrześcijańskie życie zadawali Bogu mnóstwo pytań, ale nie zawsze dostawali odpowiedź od razu. Czasami czekali długie lata. Mimo to odpowiedź zawsze przychodziła. Musimy zrozumieć, że Bóg ma swój własny czas i On widzi dalej. Zna przyszłość. No i jest Bogiem. My jesteśmy tylko ludźmi. Odpowiedzi i rozwiązania przyjdą do nas tak szybko, na ile pozwoli nasz wzrost. Bóg nie da nam czegoś przedwcześnie, ponieważ możemy to źle zrozumieć, zinterpretować, albo nie zrozumieć w ogóle. Tu potrzebna jest mądrość i wytrwałość.

Chrześcijanie często popełniają podstawowy błąd – chcą uzyskać wszystko od razu, nie ignorując cały duchowy świat i pewne procesy. Znajdą się nawet tacy, którzy praktycznie nie poświęcają czasu na budowanie relacji z Bogiem, a maja pretensje, że Bóg nie działa w ich życiu. Spójrzmy na Dzieje Apostolskie. Uczniowie po zmartwychwstaniu Jezusa i po obietnicy, że otrzymają Ducha Świętego, dostali również przykazanie, aby oczekiwali na to, co ma się wydarzyć. Zauważmy, że Ducha Świętego wtedy jeszcze nie było, nie było również Nowego Testamentu. W głównej mierze uczniowie bazowali na obietnicy Jezusa i na tym, czego do tej pory ich nauczył. Nie rozpraszali się więc, a spotykali codziennie razem, spędzali ze sobą długie godziny na budowaniu między sobą relacji i na modlitwie. Oczekiwali. Aż wreszcie zapowiedziany Duch Święty napełnił ich potężną mocą.

Zadajmy sobie teraz podstawowe pytanie – oczekujemy Bożych efektów, ale ile czasu poświęcamy na modlitwę i oczekiwanie? Dwa plus dwa równa się cztery, nigdy mniej, ani więcej. Duchowe zasady są bardzo konkretne i zostały wyżej wymienione. Jeżeli naprawdę zależy nam na Bożym działaniu i relacji z Nim, warto, abyśmy się do nich zastosowali i pozwolili Duchowi Świętemu na wykonanie swojej pracy. Efekty będą piorunujące.

Czwartek, 9 stycznia 2014 r.